top of page

Ku słońcu

 

                                              

 

 

ziemio - matko

wrócę bezpiecznie

na twe łono

cały

 

czekaj

 

odpłynąłem nie na długo

nie mogę żyć bez ciebie

 

podziwiam twe piękno

ja - którego stworzyłaś by chodził

biegał czasami pływał

 

unoszę się nad tobą

        lecę pod obłoki

 

nie będę Ikarem

 

delikatnie dotknę cię o zmierzchu

        szczęśliwszy o twą piękność

                 oblaną promieniami zachodzącego

 

                                                           słońca

 

 

                                                                           

 

I nagroda  w ogólnopolskim konkursie literackim miesięcznika „Przegląd Lotniczy” -1998

================================

​

​

​

Dary

​

stworzył Dobry Bóg


ogień
wodę
ziemię
wiatr

​

dobijam starym batem
do piaszczystej bińdugi
podciągam rozprze do masztu
klaruję łat pełen żagiel

​

Wisła
srebrzyście księżycowa
i iskry z mego
flisackiego ogniska
przeplatające się z gwiazdami

​

jakiś złamany maszt
jakieś złamane serce

​

do Zielonych Świątek
zagoją się

​

                                                                 Warszawa - grudzień 2017

​

​

==============================================

​

​

Rok rzeki Wisły

​

była od zawsze

zanim jeszcze
pojawił sie
homo sapiens

​

była życiem


była miłością


była tragedią


dawała i zabierała

​

porażająca
pięknem
dumna i dzika
wodny mustang

​

dziękujemy
Ci Wisło

​

że jesteś

​

                                        Warszawa - grudzień 2017

==============================================================

​

Nocna plaża nad Bałtykiem

​

złoty piach… złote drobiny…

​

marzenie o byciu wszechmogącym oligarchą

i oceanach na s/y Eclipse

​

szarość…ludzie w
autobusie jadącym rano do pracy

​

białe bałwany…miłość

​

bezkresna czerń…śmierć,
gdzie białe bałwany już są bez znaczenia

​

 i piach... ze śladami stóp
niosących marzenia
o Eclipse
o poranku bez autobusu
o miłości

​

prosta recepta na miłość

​

zetrzyj kamień
na złote drobiny

sypnij je na białe bałwany

​

i czekaj

​

                                                Mielno - październik 2017

​

=================================

​

​

Le Soleil

 

                                               pour Anette

 

 

muskasz mnie swymi

        dłońmi - promieniami

 

wystawiam twarz

        na ciepło twe wiosenne

 

i boję się ciebie

 

bo po zimie długiej

        poparzyć mnie możesz

                 gorącem swojego oddechu

                         jasnością swych oczu

 

dłoń twoja dotyka

        białej ziemi - kartki serca mego

                 delikatnymi kreskami

                         wydobywasz z niej życie

                                  w tysiącach kształtów i barw

 

piękno rozkwitające

 

wystawiam twarz

        na ciepło twe wiosenne

 

całuj  mnie

 

 

 

                                                                            Mikołajki - 03.06.1997.

​

=================================

​

Złotojesienna

 

Zaprosiłem do tańca

W blasku lampki nocnej

Twój włos złotojesienny

Znaleziony na oparciu fotela

 

Obracałem go szybko palcami

I skręcał się wirując

Złotymi blaskami

W srebrnych zawirowaniach

Przemieniając się w ulotną

Primabalerinę

 

Potem przysiadł lekko

Na brzegu bloczka

Samoprzylepnych karteczek

I przyglądał się

Jak piszę o nim dla Ciebie

 

Patrzyłem jak w świetle drgał

I lekko falował

Jakby jego zwojowate ciałko

Było łaskotane ciepłymi

Wrześniowymi promieniami

 

Moja złotojesienna nić babiego lata

 

                                                                          Mikołajki - 1999.11.23

​

==========================================

​

Brązy tamtej jesieni

 

                                             

 

dziwna ikebana

którą dłoń Twoja ułożyła

wyschła i zmarniała kurzem oszarzona

sprzątając dom który nie jest domem

deszczowego wieczoru wyrzuciłem ją

jesienną ikebanę

którą rok temu

czekając aż po południu wrócę

ułożyłaś

z polnych kwiatów

liści dębu

i kłosów

symboli naszej miłości

szalonej nierozsądnej

a potem późną jesienią

niebo płakało i Ty

lecz Ty boleśniej

a ja rok cały patrzyłem

na polne kwiaty

liście dębu i kłosy

a nie na Ciebie

może wtedy

nasza miłość

nie wyschłaby i nie zmarniała

kurzem czasu oszarzona

 

tej jesieni nikt dla mnie

nie układa

ikebany

 

                                                    Ruciane - 16.09.98.

                                                                  

 

 

 

Vahiné

 

                                   Paulowi Gauguin                              

 

 

 

 

Jestem wielkim artystą i wiem o tym;

dlatego, że tak jest -

zniosłem wiele cierpień.

 

Uwolniłem paletę od barw ciemnych

i dlatego jaśniały złotem

skóry ciemnych Tahitanek z wioski Mataiea.

 

Szarość wybladłych Europejek

zamieniłem na pełne gracji

i nieskończenie zróżnicowane Polinezyjki.

Uwielbiałem patrzeć na ich ręce

poruszające się w harmonii

z kołyszącymi się biodrami.

 

W tajemniczym ośrodku myśli

dostrzegałem światy niewidoczne dla oczu.

Lustrzane odbicie Żółtego Chrystusa,

róż laurowych kwiatów, karmin papryk,

Teha’Mara.

Kolorowy sen odrealnionych kształtów.

Wibracja barw.

 

A co pan powie

o tych czerwonych psach i różowym niebie?

Aha, że nie istnieją...

 

Dlatego jestem głodny.

                                                                  

 

 

                                                                            Mikołajki  - 21.11.1998

 

 

 

 

 

 

Aspekt Aspecta

 

 

cząstki elementarne ujawniają zdolności paranormalne

nikogo nie poruszyła kosmiczna inteligencja sir Freda Hoyle’a

ludzki rozum gwarantuje możliwość

tropienia większej rzeczywistości

Inter Continental Ballistic Missle 4 stycznia 1974

opuścił wyrzutnię i zniknął w powietrzu na trzy dni

niewidzialna brama czasu

pożegnanie ze wszystkim co uważamy

za dane przez naturę

fale prawdopodobieństwa

stany wirtualne

świadomość w głębi atomów

wizja ducha materii

inteligencja kosmiczna o biliony lat starsza

niż sam wszechświat

upadek przyczynowości w sferze subatomowej

permanentne i ponadświetlne

oddziaływanie cząstek  elementarnych

korelacja polaryzacji fotonów

głęboko ukryty metaporządek

przerwy między chrononami

więc…

czas nie jest drogą jednokierunkową !!!

 

- Może dam radę wrócić do tamtej chwili

i postąpić inaczej ...

                                                          

                                                                            Mikołajki  - 28.11.1998

 

 

 

 

Cambras i wyzwanie

 

syreni śpiew lodu o północy

czerwień Cambras i świece

 

patrzę przez okno na las ciemny daleki

na brzeg drugi odległy

to moje wyzwanie i mój pojedynek

z lękiem o przyszłość

 

pod butami pył śnieżny

świeci blaskami gwiazduniek maleńkich

księżyc w pełni i mróz cudowny

jak bóg idę po wodzie - niewodzie

widma jachtów

roześmiani żeglarze

bezdźwięczny łopot żagli

lód diamentowy do ciemnych głębi przeźroczysty

sunę po lodzie pieszcząc go

długimi stóp posunięciami

lodzie - granicy życia i śmierci

 

zaszedłem na drugi brzeg jeziora

do lasu z wilków wyobrażeniami mrocznymi

zawyłem z radości przeżycia

i zwiałem z powrotem do domku - światełka

 

oczarowało mnie nocne piękno

piekły cudownie policzki zmrożone

długie ciemnozimne pęknięcia lodu

przekraczałem jak granicę życia i śmierci

 

jaka radością było stanąć na brzegu

jaką radością jest twarda ziemia

i gwiazduńki maleńkie

skrzącego księżycem śniegu

 

wspomnienie trwożliwego piękna

śpiewającego lodu

 

biała filharmonia natury

                                                                            Mikołajki  - 2.12.1998

 

 

​

 

Tarpany

 

                                               Legendzie

 

 

pięciobarwna zieleń

uwiośniona jeziorem

odbitym w niebie

 

zdziwione tarpany

chodzące do góry kopytami

skubiące trawę z podniebnej ziemi

 

gdybyś miał dziewiętnaście lat

poszłabym z tobą nadbrzeżem

lecz boję się losu malowanego ptaka

i nie mam odwagi

na nieszarość

 

jesteś jeziorem

ja niebem

odbijamy się w sobie tak cudownie

dotykamy

najdelikatniejszą z pieszczot

odbiciem światła

ale jedynie deszcze – łzy

mogą nas połączyć

 

a przecież nie chcesz

żebym płakała

 

                                                                           

                                         Mikołajki - 20.05.1999.

 

 

​

​

 Enigma

 

                                  

 

 

bronisz Błękitna Sukienko

milczeniem

bo wiesz  że  nicości

nie przypiszesz wartości ujemnej ani dodatniej

i tak jest bezpieczniej

 

impas

 

i dzwonisz bezdźwięcznie

złotymi łańcuszkami

i pachniesz różą

z najpiękniejszego z różanych wzgórz

 

i mówisz

 

wsłuchaj się oczyma w mowę mego ciała

zrozum nieodgadnione

a przejdę z tobą przez ogień

 

ale dziś

jeszcze nie

jeszcze nie i nie wiem czy kiedyś

 

piasek i iskry z ogniska

żagle słońcem rozświetlone

 

biała lilia wodna

 

Enigma

 

wódź mnie na pokuszenie

 

amen

 

 

 

                                                                            Mikołajki - 09.06.1999.

 

 

 

 

Błękit i zieleń

 

                                               For  A V

 

 

 

oczy szeroko otwarte

koc gryziony z bólu

 

bezsenność nocy letniej

 

wielki szmaragd zwalił się z góry

na moje piersi nocą i dławi mnie

 

wbijam się w niego

ramionami dłutem

i płynę ostro

żeby bolało

by nie bolało

 

zielona szlachetność

 

dzielenie się powietrzem

którego tak bardzo

brakuje mi

 

błękitna sukienka

 

zielony ból

 

do rana wyrzeźbię Ci z niego

szmaragdowe serce

i podświetlę je wschodzącym słońcem

​

 

Mikołajki - 07.07.1999.

 

 

 

 

 

 

Szary płaszcz i poziomki

 

                                               Dla  A V

 

 

 

szary płaszcz

ocieplony deszczem  lipcowym

i kałuże takie przyjazne

pod stopami

chłodząca wilgoć

po rozgrzanym dniu

 

stroje kąpielowe

śpią na wykładzinie

przytulone

zasnęły tak szybko

 

dłonie twoje delikatne

ufne w moją siłę

w cienką linię zaufania

między wodą a nabrzeżem

 

deszcz spływający

po policzkach

i

jeszcze zapach

poziomek – ust Twoich

na samotną noc

pełną ciepłych wspomnień

 

różowy dzień

deszczowa noc

 

wracałem brzegiem jeziora

i trzymałem  w ręku wspomnienie

pięciu delikatnych róż

 

deszczowy świat spał

 

 

 

Mikołajki - 14.07.1999.

​

Eclipse

 

 

moje marzenia są nie nowojorskie

są szybkie i czerwone

no niekoniecznie czerwone

ale takie dwuprocentowe

 

te dwa procent

to tacy jak ja

mniejsi w ilości

fortepianowobiałowinnej

ciepłej myślącej

która chce żyć własnym życiem

nie koktajlem szklanoekranowym

życiem może cięższym

i nie najłatwiejszym

 

zostało dwa procent bizonów

teraz jest tyle samochodów

co kiedyś bizonów

dlaczego w Nowym Yorku

nikt nie zabija samochodów dla blachy

 

oddzielamy się blachą i szkłem

od innych ludzi

patrzymy przez szkło na ich pseudoświaty

żując nie myślimy o sensie

wóda i trawa

i łeb coraz bliżej ziemi

 

już niewielu patrzy w gwiazdy

 

 

 

 

Mikołajki - 23.08.1999.

​

 

 

Moje Karaiby

 

                                               For  Dorothy

 

 

sensem stała się

godzina dziewiętnasta

 

wtedy gładkie ciepło

przychodziło do moich dłoni

i oczy się zamykały

 

słońce które wschodziło wieczorem

i zachodziło nad ranem

dzień biała noc

upływający zmęczeniem

 

a potem nagle świat

zrealniał

bolesne

"muszę"

"nie"

"dziękuję za miły wieczór"

 

słoneczne ciepło lampy

dla zmarzniętych kurczaków

gładkość oszronionej butelki piwa

zamykam oczy

bilety lotnicze do marzeń

 

moje Karaiby

 

 

zabierz mnie ze sobą

do ciepłych krajów

 

 

Mikołajki - 29.08.1999.

 

​

 

Imaginacje

 

                                              

 

zaszło słońce w środku lata

gdy odjechałaś na kraj świata

 

wielkieś mi uczyniła pustki

w sercu moim moja droga Dorotko

tym zniknieniem swoim

 

brak mi tylko tchu

oto ciało moje

dłonie się wyciągają

a ja leżę tu

gdzie nas było dwoje

 

konie paralotnia ognisko

i tylko oczy zamykam

 

słońce nad zachodnim brzegiem

i ciepło Twoje i słońca

dłonie się zaciskają

i coraz piękniejsza jesteś

we wspomnieniach

snach

fatamorganach

i annojopkowych graniach

 

może przyjedziesz nocą

i rano będziesz

na śniadanie

 

Mikołajki - 07.09.1999

​

 

Alchemia  miłości

 

Czasami przychodzi od pierwszego wrażenia

Ale chyba tylko do tych

W których jest bardzo dużo ufności

I naiwności takiej dziecięcej

Że nikt nie chce zrobić im krzywdy

 

Czasami  przez całe życie nie przyjdzie

Ponieważ boisz się zaufać i otworzyć to

Co masz najczulsze i najdelikatniejsze

Bo boisz się bólu

Strach przed cierpieniem większy od cierpienia

 

Najczęściej jednak powoli

Dojrzewasz do okazywania uczuć

Dorastasz do dziecinnego cieszenia się

Tylko i aż tym że ona lub on po prostu jest

I mówisz cudowne Kocham Cię

 

I już nie szukasz Eliksiru Młodości

Nie wędrujesz za Filozoficznym Kamieniem

Ołowiany czas czekania zamienia się

W złote chwile przytulenia

I czas cudownie zatrzymuje się

 

Czarodziejska młodość i bogactwo

W darze od miłości

 

Mikołajki - 1999.10.30

 

 

 

 

 

 

 

Złotojesienna

 

Zaprosiłem do tańca

W blasku lampki nocnej

Twój włos złotojesienny

Znaleziony na oparciu fotela

 

Obracałem go szybko palcami

I skręcał się wirując

Złotymi blaskami

W srebrnych zawirowaniach

Przemieniając się w ulotną

Primabalerinę

 

Potem przysiadł lekko

Na brzegu bloczka

Samoprzylepnych karteczek

I przyglądał się

Jak piszę o nim dla Ciebie

 

Patrzyłem jak w świetle drgał

I lekko falował

Jakby jego zwojowate ciałko

Było łaskotane ciepłymi

Wrześniowymi promieniami

 

Moja złotojesienna nić babiego lata

 

Mikołajki - 1999.11.23

 

​

 

Tytanic

                                              

​

i znowu pytania o sens

i znowu próby zrozumienia

 

braki i nadmiary czegoś

na przykład ciepła

na przykład ilości

 

olbrzymie temperatury

płonących w Kaliforni lasów

podgrzałyby wodę wokół Tytanica

 

braki i nadmiary czegoś

wchłaniamy i wydzielamy energię

kosmiczna próba perpetum mobile

Wielkiego Konstruktora

 

ostatni kawałek drewna w kominku

brak ciepła by przetrwać do ciepła

 

i znowu pytania o sens

i znowu próby zrozumienia

 

 

 

Zakopane - 10.03.2000.

 

 

 

 

Dar

 

Złotokrotna stała naprzeciwko lasu i kąpała swe długie, złotonitne włosy w promieniach zachodzącego słońca.

- Dlaczego ludzie odeszli od Matki – Ziemi, dlaczego przestali czuć jej zapach, jej dotyk, dlaczego przestali czuć bicie jej serca – myślała.

Zdjęła z siebie ubranie i stanęła bosymi stopami na podmokłej łące. Poczuła jej chłód, jej wilgoć i sprężystość. Dary od Matki – Ziemi. Chłód, aby schłodził jej rozgrzane stopy, wilgoć, aby nawilżyła wysuszoną skórę a sprężystość, aby nie bolały ją stopy, kiedy będzie chodziła.

Słońce zaróżowiło jej policzki, poczuła w piersiach świeży powiew leśnego wiatru, zapach odżywającej wiosną łąki i jej nogi same zaczęły biec. Zagłębiła się w las iglasty, który niczym najdelikatniejszy kochanek przyjął ją w swe ramiona. Stanęła zdyszana przy drzewie, które wbijało się mocno w skałę nadstrumienną i przytuliła się do twardego pnia. Poczuła jego siłę i moc przetrwania. Potem nachyliła się nad potokiem i zwilżyła swe delikatne usta chłodem źródlanej wody a żółte lilie muskały jej piersi.

Złotokrotna szczęśliwa uśmiechnęła się do zielonozłoto błyskającego wśród gałęzi  słońca i srebrnozłotych fal potoku.

I Matka – Ziemia, czując jak Złotokrotna bardzo ją kocha, dała jej dar najpiękniejszy. Przemieniła drzewo w mężczyznę i nazwała go Nadstrumienny. Poczuła Złotokrotna jego chłodny dotyk, wilgotną sprężystość, jego zapach odżywającej wiosną łąki i lasu iglastego, jego moc przetrwania.

Musnęła palcami złotopromiennymi skórę jego ud, w których Matka – Ziemia schowała siłę drzewa nadstrumiennego i zatuliła się w jego ramionach.

I żyli długo i szczęśliwie.

 

 

Zakopane – 22.04.2000

 

Zapłakały sople

 

Płacze zima soplowymi łzami

Opite strumienie zbiegają do dolin

Wiatr ciepłym oddechem

Przywraca drzewom kolory

Wysuwają się po łyk słońca

zielone pyszczki pąków

 

Nie wszystkie drzewa przetrwały

I ptaki nie doczekały

I ludzie nie dotrwali blasku wiosennego

Zabrała ich zima do królestwa swego...

 

Biały kożuszek zsuwa się z ramion

Z każdym dniem więcej

o jeden nie zapięty guzik

Przystajesz z buzią do słońca w jasnozielonej sukience

Ciepłozłote promienie w jasnozłotych włosach

Przez zamknięte przed nadmiarem światła powieki

Przenika topiąca smutek wiosna.

 

Nie wszystkie drzewa przetrwały

I ptaki nie doczekały

I ludzie nie dotrwali blasku wiosennego

Zabrała ich zima do królestwa swego...

 

Otrząsają się z hukiem góry ze śnieżnych futer

Słońce oczernia skały

Przysiadłem pod drzewem.

Ptak zerka  na mnie z gałęzi.

Ptak, drzewo i ja

Połączeni wiosną.  

Zakopane – 2001-03.04

 

Liściaste wirowanie

               

 

 

 

Kolorami przemijanie oszukuj

Zawiruj złotem i brązami

Porzuć tęsknotę

Za wiosenną zielenią

I tańcz, tańcz, tańcz

Na wietrze

Z babim latem

Do utraty tchu!

 

Czerni i bieli

Nie obawiaj się

Chłody i śniegi

Też radością są

Więc tańcz, tańcz, tańcz

Na wietrze

Z babim latem

Do utraty tchu!

 

Nie tęsknij

Za tym co minęło

Nie żyj wspomnieniami

Przeszłości

Bez względu na upływający czas

Jesteś wartością

Uśmiechnij się

I... ...

tańcz, tańcz, tańcz

Na wietrze

Z babim latem

Do utraty tchu

Harfa

               

Do pieśni Vangelisa z płyty „El Greco”

 

 

błękitna pieśń przestworzy

Vangelis – wiatr porusza strunami paralotni

harfy niebiańskiej

 

spełnienie marzeń

Niebo

bez jednorazowego paszportu

przez granicę życia i śmierci

 

płyniesz przede mną

błękitnobiała Eurydyko

w tęczowej bańce mydlanej

z dłoni mych spływa

na twe ciało wodospad

Miłości

i otula Cię ciepłymi

białymi mgłami

 

stałem się Spartakusem

by na arenie codzienności

wywalczyć wolność

od cesarzowej Grawitacji

stanąłem nagi

przed tłumem żądnym krwi

na swych muskularnych ramionach

rozpiąłem białą tunikę gladiatora

i uniosłem się jak albatros

nad gorącym piaskiem Coloseum

 

Niebo w darze dla walecznych

 

szybujemy nad światem

Vangelis – wiatr

gra na złotych strunach Twoich włosów

 

 

 

Zakopane - 2000-08-20

 

 

 

Smugi

                Paulowi Coelho

 

 

Na dnie muszli toaletowej,

w wagonie pędzącego pociągu,

nagle zobaczyłem Życie.

 

Na końcu

długiej rury – tunelu,

przelatywały międzytorowymi smugami

szarobrązowe, kamienne,

dni, miesiące, lata.

 

Nie chcę powiedzieć,

że je olewałem,

ale rozumiesz – fizjologia.

Spanie, rozmnażanie,

Picie, jedzenie, siusianie.

 

Siusiałem

na szarobrązowe smugi – dni,

nie dostrzegając uciekających

barw, kształtów, detali.

 

Wtem pociąg zatrzymał się.

Brązowobure kamienie z drobinami śniegu.

Jakiś zwiędły liść.

Błyszcząca folia po gumie do żucia.

 

Światło w tunelu.

 

I rzekł Pan:

  • A co uczyniłeś z cudami,

którymi obsiałem dni twoje?

I teraz została ci jedynie pewność,

że zmarnowałeś właśnie Życie

 

 

 

 

Mokra namiętność

               

 

wrzask deszczu o szyby

 

dłoń pieszczona blaskiem błyskawic

 

spłukiwanie krwi codzienności

 

biodra przetrwania do jutra i dalej

 

chłód wiatru na piersiach nieprzytulanych

 

wybory wartości jutrzejszych truskawkowo-słonecznikowych

 

 

mokre ciepło

 

 

jesteś dachem a ja deszczem burzy sierpniowej

 

 

czy ktoś kiedyś tak gwałtownie całował Cię?

 

 

Zakopane – 2001-08.05

​

 

Woda

               

 

szorstkie gorąco piasku pod wargami

osłabłe dłonie ramiona bezsilne

pić

proszę

łyk

drgają przede mną obrazy

palmy i wielbłąd przy studni

 

tak blisko do życia

 

 

fala za falą przelewa się przez kadłub

fioletowe palce ześlizgują się

z białego dna łodzi

lodowate zimno wciaga w otchłań zalewu

a jeszcze przed chwilą śmiały się żagle w łopocie

na brzegu w bezsilności zamarli przerażeni ludzie

 

tak blisko do życia

 

 

pękała ziemia wilgoci spragniona

i Bóg zesłał deszcz w swej szczodrobliwości

by trawa rosła bujnie

by zboże rosło silniejsze

            woda wszędzie woda

nie widać łez w lodowatych strugach deszczu

rozszalała rzeka zabrała mi córeczkę

nie utrzymałem jej dłoni

 

tak blisko do życia

 

 

 

Zakopane – 2001-08.14

 

​

 

Potok

               

 

Nie przeszedłem przez Twe

ścinające z nóg wody po to,

by Cię pokonać.

 

Nie po to wieczorem oziębiłem

w Twych wodach

butelkę białego „Prinz Stefan”

by Ci udowodnić,

że mi służysz.

 

Twa szalona siła przewracająca

granitowe kamienie,

była dla mnie wyzwaniem

jak anioł dla biblijnego Jakuba.

 

Zanim zmierzch zapadł,

przeszedłem przez twe wody

dwukrotnie.

 

Obaj spróbowaliśmy swej siły.

Zostańmy przyjaciółmi.

 

 

 

Zakopane – 2001-06-10

 

 

 

 

 

 

6, 8, 22

               

 

Zjadałam pachnące kwiaty,

czterolistną koniczynę

popijałam krystaliczną wodą

ze studni,

miałam śliczne łaciate dzieci

z sąsiadem z łąki pod lasem.

Chciałam jeszcze żyć.

 

Delektujesz się

smakiem mojego

ugotowanego i uwędzonego

w dymie ciała.

 

Byłem pyłkiem kwiatowym.

Pokarmem dla brzęczącej istoty.

Dziwisz się, że pyłek mógł

słyszeć dźwięk skrzydeł...

Teraz moje ciało topi się, spala.

W blasku płomienia piszesz wiersz.

 

Życie po śmierci.

Czyjeś życie dzięki czyjejś śmierci.

Bóg tak chciał.

 

Zakopane – 2000-12-07

​

 

Atawizmy prawdziwego mężczyzny

               

 

Długie włosy u kobiety wielkim plusem,

spać nie mogę pod policzkiem ich mi brak.

Odjechały Twoje włosy autobusem,

na pościeli leżę jak na rafie statku wrak

 

               Nie ścinajcie włosów dziewczyny !

               Całą radość nam zabierzecie.

               Warkocz jest bezcenny z tej przyczyny,

               bo piękniejecie,  gdy do snu go rozpleciecie.

 

Jeśliś chuda, krótkowłosa, palisz fajki -

coś mi szepcze, że kobiety to nie wzór.

Nie wyglądasz mi na elfa z pięknej bajki.

Nowoczesny z ciebie, lecz nie romantyczny stwór.

 

               Nie ścinajcie włosów dziewczyny!

               Całą radość nam zabierzecie.

               Warkocz jest bezcenny z tej przyczyny,

               bo piękniejecie gdy do snu go rozpleciecie

 

Przez tysiące lat, gdy zimna noc nadeszła,

przy mężczyźnie swym kobieta się grzała.

Ta przyjemność w krew nam mocno weszła

i warunkiem do zaśnięcia się stała.

 

               Nie ścinajcie włosów dziewczyny!

               Całą radość nam zabierzecie.

               Warkocz jest bezcenny z tej przyczyny,

               bo piękniejecie gdy do snu go rozpleciecie

 

Więc gdy włosy na poduszce rozsypiesz,

gdy nie leżę koło skóry i kości,

w sen mnie lekki, spokojny przenosisz.

Miękkie ciepło – ma Kraina Szczęśliwości.

 

                                                                                                                                                                                 Zakopane – 11-06-2001

 

 

Słoneczniki i sosna

               

 

Czasami Pani jak słoneczniki

kosmykami złotożółtymi

główkę swą przechyla,

a czasami

jak sosna

w zamyśleniu nad wartkim potokiem

przystaje...

 

Lubię patrzeć na Pani urody krajobrazy,

ale najbardziej mnie cieszy

Pani codzienne ciepło takie dziewczęco – kobiece.

 

I dlatego z kwiatkami klękam przed Pani kolanami

i rączki całuję

i oświadczam:

Bardzo Panią miłuję

i za kobiecość dziękuję.

 

 

 

                                                                                                                                                                                 Zakopane – 2001- 03 -08

 

Taniec z duchem

               

 

Tańczymy w półmroku.

Ramiona me wypełnia

Twa roześmiana bezcielesna postać.

 

Falista szklanka, w której

Trzy świece oddały swe życie

Za jasność dla nas,

Jest teraz szklano – woskowym wazonem.

 

Chociaż nie ma Cię,

Zerwałem dla Ciebie jaśminy.

Smutno bieleją w wazonie,

Bo zbyt daleko jesteś

Od ich zapachu.

Obok piwonia z naszego wieczornego spaceru,

Różowi się pełnią

Swych kobieco – kwietnych kształtów.

I żółtoskrętna, bezpłomienna świeca pomiędzy nimi,

Przy blasku której

Cię przytulałem.

 

Wróć do nas.

Zapłoniemy dla Ciebie i zapachniemy...

 

 

 

 

                                                                                                                                          Zakopane – 2000-06-24

​

O Słodyczkównie

               

Na Słodyczkową Joannę z Wyżnej Raby

Juhasy sa chciwe jak boćki na żaby

Ale że Joanna w swej gminie

Z układania poezji słynie

To juhasom zostały nieczytate baby...

​

Imię

               

Dla mnie jesteś

Ogniem i wodą

Rozsądkiem i szaleństwem

Odwagą i bojaźnią

Troską i beztroską

Kochaniem i czułością

A najprościej ... MIŁOŚCIĄ

 

                                                                                                                      Zakopane – 2001-06-07

 

Droga do piramid

               

 

Zwierzęca skóra,

która kiedyś czuła,

chroni teraz moje stopy.

Ta, którą kiedyś bolało,

chroni teraz moje stopy

przed bólem.

 

Idę po przeznaczenie.

Moja droga do piramid.

Sens z „Alchemika”,

który broni przed

przedwczesnym unicestwieniem.

 

Nocna droga z bezgłośnie

krzyczącymi na chodnikach ludźmi.

Chłopak na Krupówkach

przegryzający puszkę po piwie.

Dziewczyna w tęsknocie do dziecinnych

radości siedząca chłopakowi „na barana”.

Ciała skowyczące o miłość i przytulenie.

 

Skrzywdzona gałązka

zielonego niewiemczego

zerwana w agresywnej bezsilności

i zielonoczarny esemes:

„I love you honey”

pozwalający przetrwać do rana.

 

Nocne Zakopane.

 

                                                                                                                                                                                 Zakopane – 2000-06-03

 

Gwiezdna miłość

               

 

Ktoś – Coś przyczyniło się do tego,

że nie jesteśmy dla Słońca

nawet jednodniowym motylem...

 

A ono jest dla nas Wszystkim.

 

Czas naszego życia

i masa naszego ciała

są dla słońca tym,

czym dla nas atom

w paznokciu małego palca

u prawej nogi.

 

Czy możesz sobie wyobrazić

wielkość miłości

zakochanego Słońca?

 

 

 

                                                                                                                                                                                 Zakopane – 2001- 06-05

 

                                                                                                    Wiśnia

               

 

nabrzmiała

dojrzałością

z jędrną skórą

słońcem ściemnioną

czekasz na usta

 

na granicy pęknięcia

wypełniona sokami

marzysz by być młodym winem

odurzać i oszałamiać

 

marzysz o dłoni chłopca

który łapczywie sięgnie

po twe ciało

 

przecież nie chcesz

uschnąć w sierpniowym słońcu

przemijającego lata

niezerwana

 

                                                                                                                                                                                 Zakopane – 2001- 08-19

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Syreni  śpiew

 

Poznałem na pomoście długowłosą dziewczynę

Żaglami zafascynowana i w żaglach się kochała

W żaglach zakochana nie ona jedyna

Lecz jedyna co tak o nich śpiewała

 

Ref.        Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca

               O smaku ust dziewczyn jakich pełna Hiszpania

               I śpiewaj żeglarzom oż do nocy końca

               O radościach i smutkach żeglowania

 

Oczy jej jak gwiazdy świeciły szczęśliwe

Głos drgał rozmarzony i radość z niej biła

Zapalała ogień wspólnego śpiewania

I cała tawerna tańczyła

 

Ref.        Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca...

              

Potem w świat wyjechała daleki

Gdzie wiatry śródziemne rozwiewały jej włosy

Ile smutku się zmieści w człowieku

Gdy nie słyszy kochanego głosu

 

Ref.        Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca...

              

A mnie śpiewy syrenie mamiły

Te złudzenia dla samotnych żeglarzy

Och jak bardzo pragnąłem by te chwile wróciły

Gdy widziałem szczęście na jej twarzy

 

Ref.

Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca...

 

Zawirował mi świat wspomnieniami

Białym szkwałem zdarzeń i ludzi

Rzeczywistość pomieszał z marzeniami

Jesiennymi pustkami zasmucił

 

               Ref.

               Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca...

 

Stado mew na pomoście przysypia

Nie ma jachtów i ciebie też nie ma

W myślach twoich włosów dotykam

I piękne są moje wspomnienia

 

               Ref.

               Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca

               O smaku ust dziewczyn jakich pełna Hiszpania

               I śpiewaj żeglarzom oż do nocy końca

               O radościach i smutkach żeglowania

 

 

                                                                           

Mikołajki - 20.05.1999.

Muśnięcia

 

Poranne słońce obudziło

swymi promieniami wiatr,

aby powiał leciutko

i poruszał w oknie mojego biura

firanką, by ta delikatnie i pieszczotliwie

muskała moje czoło.

 

Słońce grzało mnie w policzek,

a ja słuchając z komputera

„For Your Eyes Only”,

uśmiechałem się ciepło

do stojącego na biurku Twojego portretu,

otoczonego zielonozłotymi chryzantemkami.

 

Ja wiem, że to Ty

poprosiłaś poranne słońce,

aby przeniosło przez

setki dzielących nas kilometrów

ciepło i dotyk Twojej dłoni ...

 

 

 

Zakopane – 2000-06-09

 

 

 

 

 

 

 

Dłońmi po niebo

 

Kiedy sięgasz do gwiazd,

nawet gdy nogi Twe

w śmieciach i błocie –

to zawsze przed oczyma

masz migotliwe piękno

i ciepło choć dalekie,

drogę Twą i cel wyznacza.

 

Kiedy sięgasz do gwiazd,

nawet gdy deszcze i słota,

gdy wszystko co widzisz

to chmury i mgły –

zamykasz oczy, prostujesz grzbiet

i uśmiechasz się.

 

Kiedy sięgasz do gwiazd,

to wyciągniętych dłoni

nigdy nie wypełni garść błota.

Kiedyś chwycisz warkocz komety

i odlecisz na spotkanie marzeń.

 

Nie bój się sięgać do gwiazd.

​

  • Black Twitter Icon
  • Black Facebook Icon
  • Black Google+ Icon

© 2023 by Maria Hope, Ph.D. Proudly created by Wix.com

bottom of page