Ku słońcu
ziemio - matko
wrócę bezpiecznie
na twe łono
cały
czekaj
odpłynąłem nie na długo
nie mogę żyć bez ciebie
podziwiam twe piękno
ja - którego stworzyłaś by chodził
biegał czasami pływał
unoszę się nad tobą
lecę pod obłoki
nie będę Ikarem
delikatnie dotknę cię o zmierzchu
szczęśliwszy o twą piękność
oblaną promieniami zachodzącego
słońca
I nagroda w ogólnopolskim konkursie literackim miesięcznika „Przegląd Lotniczy” -1998
================================
Dary
stworzył Dobry Bóg
ogień
wodę
ziemię
wiatr
dobijam starym batem
do piaszczystej bińdugi
podciągam rozprze do masztu
klaruję łat pełen żagiel
Wisła
srebrzyście księżycowa
i iskry z mego
flisackiego ogniska
przeplatające się z gwiazdami
jakiś złamany maszt
jakieś złamane serce
do Zielonych Świątek
zagoją się
Warszawa - grudzień 2017
==============================================
Rok rzeki Wisły
była od zawsze
zanim jeszcze
pojawił sie
homo sapiens
była życiem
była miłością
była tragedią
dawała i zabierała
porażająca
pięknem
dumna i dzika
wodny mustang
dziękujemy
Ci Wisło
że jesteś
Warszawa - grudzień 2017
==============================================================
Nocna plaża nad Bałtykiem
złoty piach… złote drobiny…
marzenie o byciu wszechmogącym oligarchą
i oceanach na s/y Eclipse
szarość…ludzie w
autobusie jadącym rano do pracy
białe bałwany…miłość
bezkresna czerń…śmierć,
gdzie białe bałwany już są bez znaczenia
i piach... ze śladami stóp
niosących marzenia
o Eclipse
o poranku bez autobusu
o miłości
prosta recepta na miłość
zetrzyj kamień
na złote drobiny
sypnij je na białe bałwany
i czekaj
Mielno - październik 2017
=================================
Le Soleil
pour Anette
muskasz mnie swymi
dłońmi - promieniami
wystawiam twarz
na ciepło twe wiosenne
i boję się ciebie
bo po zimie długiej
poparzyć mnie możesz
gorącem swojego oddechu
jasnością swych oczu
dłoń twoja dotyka
białej ziemi - kartki serca mego
delikatnymi kreskami
wydobywasz z niej życie
w tysiącach kształtów i barw
piękno rozkwitające
wystawiam twarz
na ciepło twe wiosenne
całuj mnie
Mikołajki - 03.06.1997.
=================================
Złotojesienna
Zaprosiłem do tańca
W blasku lampki nocnej
Twój włos złotojesienny
Znaleziony na oparciu fotela
Obracałem go szybko palcami
I skręcał się wirując
Złotymi blaskami
W srebrnych zawirowaniach
Przemieniając się w ulotną
Primabalerinę
Potem przysiadł lekko
Na brzegu bloczka
Samoprzylepnych karteczek
I przyglądał się
Jak piszę o nim dla Ciebie
Patrzyłem jak w świetle drgał
I lekko falował
Jakby jego zwojowate ciałko
Było łaskotane ciepłymi
Wrześniowymi promieniami
Moja złotojesienna nić babiego lata
Mikołajki - 1999.11.23
==========================================
Brązy tamtej jesieni
dziwna ikebana
którą dłoń Twoja ułożyła
wyschła i zmarniała kurzem oszarzona
sprzątając dom który nie jest domem
deszczowego wieczoru wyrzuciłem ją
jesienną ikebanę
którą rok temu
czekając aż po południu wrócę
ułożyłaś
z polnych kwiatów
liści dębu
i kłosów
symboli naszej miłości
szalonej nierozsądnej
a potem późną jesienią
niebo płakało i Ty
lecz Ty boleśniej
a ja rok cały patrzyłem
na polne kwiaty
liście dębu i kłosy
a nie na Ciebie
może wtedy
nasza miłość
nie wyschłaby i nie zmarniała
kurzem czasu oszarzona
tej jesieni nikt dla mnie
nie układa
ikebany
Ruciane - 16.09.98.
Vahiné
Paulowi Gauguin
Jestem wielkim artystą i wiem o tym;
dlatego, że tak jest -
zniosłem wiele cierpień.
Uwolniłem paletę od barw ciemnych
i dlatego jaśniały złotem
skóry ciemnych Tahitanek z wioski Mataiea.
Szarość wybladłych Europejek
zamieniłem na pełne gracji
i nieskończenie zróżnicowane Polinezyjki.
Uwielbiałem patrzeć na ich ręce
poruszające się w harmonii
z kołyszącymi się biodrami.
W tajemniczym ośrodku myśli
dostrzegałem światy niewidoczne dla oczu.
Lustrzane odbicie Żółtego Chrystusa,
róż laurowych kwiatów, karmin papryk,
Teha’Mara.
Kolorowy sen odrealnionych kształtów.
Wibracja barw.
A co pan powie
o tych czerwonych psach i różowym niebie?
Aha, że nie istnieją...
Dlatego jestem głodny.
Mikołajki - 21.11.1998
Aspekt Aspecta
cząstki elementarne ujawniają zdolności paranormalne
nikogo nie poruszyła kosmiczna inteligencja sir Freda Hoyle’a
ludzki rozum gwarantuje możliwość
tropienia większej rzeczywistości
Inter Continental Ballistic Missle 4 stycznia 1974
opuścił wyrzutnię i zniknął w powietrzu na trzy dni
niewidzialna brama czasu
pożegnanie ze wszystkim co uważamy
za dane przez naturę
fale prawdopodobieństwa
stany wirtualne
świadomość w głębi atomów
wizja ducha materii
inteligencja kosmiczna o biliony lat starsza
niż sam wszechświat
upadek przyczynowości w sferze subatomowej
permanentne i ponadświetlne
oddziaływanie cząstek elementarnych
korelacja polaryzacji fotonów
głęboko ukryty metaporządek
przerwy między chrononami
więc…
czas nie jest drogą jednokierunkową !!!
- Może dam radę wrócić do tamtej chwili
i postąpić inaczej ...
Mikołajki - 28.11.1998
Cambras i wyzwanie
syreni śpiew lodu o północy
czerwień Cambras i świece
patrzę przez okno na las ciemny daleki
na brzeg drugi odległy
to moje wyzwanie i mój pojedynek
z lękiem o przyszłość
pod butami pył śnieżny
świeci blaskami gwiazduniek maleńkich
księżyc w pełni i mróz cudowny
jak bóg idę po wodzie - niewodzie
widma jachtów
roześmiani żeglarze
bezdźwięczny łopot żagli
lód diamentowy do ciemnych głębi przeźroczysty
sunę po lodzie pieszcząc go
długimi stóp posunięciami
lodzie - granicy życia i śmierci
zaszedłem na drugi brzeg jeziora
do lasu z wilków wyobrażeniami mrocznymi
zawyłem z radości przeżycia
i zwiałem z powrotem do domku - światełka
oczarowało mnie nocne piękno
piekły cudownie policzki zmrożone
długie ciemnozimne pęknięcia lodu
przekraczałem jak granicę życia i śmierci
jaka radością było stanąć na brzegu
jaką radością jest twarda ziemia
i gwiazduńki maleńkie
skrzącego księżycem śniegu
wspomnienie trwożliwego piękna
śpiewającego lodu
biała filharmonia natury
Mikołajki - 2.12.1998
Tarpany
Legendzie
pięciobarwna zieleń
uwiośniona jeziorem
odbitym w niebie
zdziwione tarpany
chodzące do góry kopytami
skubiące trawę z podniebnej ziemi
gdybyś miał dziewiętnaście lat
poszłabym z tobą nadbrzeżem
lecz boję się losu malowanego ptaka
i nie mam odwagi
na nieszarość
jesteś jeziorem
ja niebem
odbijamy się w sobie tak cudownie
dotykamy
najdelikatniejszą z pieszczot
odbiciem światła
ale jedynie deszcze – łzy
mogą nas połączyć
a przecież nie chcesz
żebym płakała
Mikołajki - 20.05.1999.
Enigma
bronisz Błękitna Sukienko
milczeniem
bo wiesz że nicości
nie przypiszesz wartości ujemnej ani dodatniej
i tak jest bezpieczniej
impas
i dzwonisz bezdźwięcznie
złotymi łańcuszkami
i pachniesz różą
z najpiękniejszego z różanych wzgórz
i mówisz
wsłuchaj się oczyma w mowę mego ciała
zrozum nieodgadnione
a przejdę z tobą przez ogień
ale dziś
jeszcze nie
jeszcze nie i nie wiem czy kiedyś
piasek i iskry z ogniska
żagle słońcem rozświetlone
biała lilia wodna
Enigma
wódź mnie na pokuszenie
amen
Mikołajki - 09.06.1999.
Błękit i zieleń
For A V
oczy szeroko otwarte
koc gryziony z bólu
bezsenność nocy letniej
wielki szmaragd zwalił się z góry
na moje piersi nocą i dławi mnie
wbijam się w niego
ramionami dłutem
i płynę ostro
żeby bolało
by nie bolało
zielona szlachetność
dzielenie się powietrzem
którego tak bardzo
brakuje mi
błękitna sukienka
zielony ból
do rana wyrzeźbię Ci z niego
szmaragdowe serce
i podświetlę je wschodzącym słońcem
Mikołajki - 07.07.1999.
Szary płaszcz i poziomki
Dla A V
szary płaszcz
ocieplony deszczem lipcowym
i kałuże takie przyjazne
pod stopami
chłodząca wilgoć
po rozgrzanym dniu
stroje kąpielowe
śpią na wykładzinie
przytulone
zasnęły tak szybko
dłonie twoje delikatne
ufne w moją siłę
w cienką linię zaufania
między wodą a nabrzeżem
deszcz spływający
po policzkach
i
jeszcze zapach
poziomek – ust Twoich
na samotną noc
pełną ciepłych wspomnień
różowy dzień
deszczowa noc
wracałem brzegiem jeziora
i trzymałem w ręku wspomnienie
pięciu delikatnych róż
deszczowy świat spał
Mikołajki - 14.07.1999.
Eclipse
moje marzenia są nie nowojorskie
są szybkie i czerwone
no niekoniecznie czerwone
ale takie dwuprocentowe
te dwa procent
to tacy jak ja
mniejsi w ilości
fortepianowobiałowinnej
ciepłej myślącej
która chce żyć własnym życiem
nie koktajlem szklanoekranowym
życiem może cięższym
i nie najłatwiejszym
zostało dwa procent bizonów
teraz jest tyle samochodów
co kiedyś bizonów
dlaczego w Nowym Yorku
nikt nie zabija samochodów dla blachy
oddzielamy się blachą i szkłem
od innych ludzi
patrzymy przez szkło na ich pseudoświaty
żując nie myślimy o sensie
wóda i trawa
i łeb coraz bliżej ziemi
już niewielu patrzy w gwiazdy
Mikołajki - 23.08.1999.
Moje Karaiby
For Dorothy
sensem stała się
godzina dziewiętnasta
wtedy gładkie ciepło
przychodziło do moich dłoni
i oczy się zamykały
słońce które wschodziło wieczorem
i zachodziło nad ranem
dzień biała noc
upływający zmęczeniem
a potem nagle świat
zrealniał
bolesne
"muszę"
"nie"
"dziękuję za miły wieczór"
słoneczne ciepło lampy
dla zmarzniętych kurczaków
gładkość oszronionej butelki piwa
zamykam oczy
bilety lotnicze do marzeń
moje Karaiby
zabierz mnie ze sobą
do ciepłych krajów
Mikołajki - 29.08.1999.
Imaginacje
zaszło słońce w środku lata
gdy odjechałaś na kraj świata
wielkieś mi uczyniła pustki
w sercu moim moja droga Dorotko
tym zniknieniem swoim
brak mi tylko tchu
oto ciało moje
dłonie się wyciągają
a ja leżę tu
gdzie nas było dwoje
konie paralotnia ognisko
i tylko oczy zamykam
słońce nad zachodnim brzegiem
i ciepło Twoje i słońca
dłonie się zaciskają
i coraz piękniejsza jesteś
we wspomnieniach
snach
fatamorganach
i annojopkowych graniach
może przyjedziesz nocą
i rano będziesz
na śniadanie
Mikołajki - 07.09.1999
Alchemia miłości
Czasami przychodzi od pierwszego wrażenia
Ale chyba tylko do tych
W których jest bardzo dużo ufności
I naiwności takiej dziecięcej
Że nikt nie chce zrobić im krzywdy
Czasami przez całe życie nie przyjdzie
Ponieważ boisz się zaufać i otworzyć to
Co masz najczulsze i najdelikatniejsze
Bo boisz się bólu
Strach przed cierpieniem większy od cierpienia
Najczęściej jednak powoli
Dojrzewasz do okazywania uczuć
Dorastasz do dziecinnego cieszenia się
Tylko i aż tym że ona lub on po prostu jest
I mówisz cudowne Kocham Cię
I już nie szukasz Eliksiru Młodości
Nie wędrujesz za Filozoficznym Kamieniem
Ołowiany czas czekania zamienia się
W złote chwile przytulenia
I czas cudownie zatrzymuje się
Czarodziejska młodość i bogactwo
W darze od miłości
Mikołajki - 1999.10.30
Złotojesienna
Zaprosiłem do tańca
W blasku lampki nocnej
Twój włos złotojesienny
Znaleziony na oparciu fotela
Obracałem go szybko palcami
I skręcał się wirując
Złotymi blaskami
W srebrnych zawirowaniach
Przemieniając się w ulotną
Primabalerinę
Potem przysiadł lekko
Na brzegu bloczka
Samoprzylepnych karteczek
I przyglądał się
Jak piszę o nim dla Ciebie
Patrzyłem jak w świetle drgał
I lekko falował
Jakby jego zwojowate ciałko
Było łaskotane ciepłymi
Wrześniowymi promieniami
Moja złotojesienna nić babiego lata
Mikołajki - 1999.11.23
Tytanic
i znowu pytania o sens
i znowu próby zrozumienia
braki i nadmiary czegoś
na przykład ciepła
na przykład ilości
olbrzymie temperatury
płonących w Kaliforni lasów
podgrzałyby wodę wokół Tytanica
braki i nadmiary czegoś
wchłaniamy i wydzielamy energię
kosmiczna próba perpetum mobile
Wielkiego Konstruktora
ostatni kawałek drewna w kominku
brak ciepła by przetrwać do ciepła
i znowu pytania o sens
i znowu próby zrozumienia
Zakopane - 10.03.2000.
Dar
Złotokrotna stała naprzeciwko lasu i kąpała swe długie, złotonitne włosy w promieniach zachodzącego słońca.
- Dlaczego ludzie odeszli od Matki – Ziemi, dlaczego przestali czuć jej zapach, jej dotyk, dlaczego przestali czuć bicie jej serca – myślała.
Zdjęła z siebie ubranie i stanęła bosymi stopami na podmokłej łące. Poczuła jej chłód, jej wilgoć i sprężystość. Dary od Matki – Ziemi. Chłód, aby schłodził jej rozgrzane stopy, wilgoć, aby nawilżyła wysuszoną skórę a sprężystość, aby nie bolały ją stopy, kiedy będzie chodziła.
Słońce zaróżowiło jej policzki, poczuła w piersiach świeży powiew leśnego wiatru, zapach odżywającej wiosną łąki i jej nogi same zaczęły biec. Zagłębiła się w las iglasty, który niczym najdelikatniejszy kochanek przyjął ją w swe ramiona. Stanęła zdyszana przy drzewie, które wbijało się mocno w skałę nadstrumienną i przytuliła się do twardego pnia. Poczuła jego siłę i moc przetrwania. Potem nachyliła się nad potokiem i zwilżyła swe delikatne usta chłodem źródlanej wody a żółte lilie muskały jej piersi.
Złotokrotna szczęśliwa uśmiechnęła się do zielonozłoto błyskającego wśród gałęzi słońca i srebrnozłotych fal potoku.
I Matka – Ziemia, czując jak Złotokrotna bardzo ją kocha, dała jej dar najpiękniejszy. Przemieniła drzewo w mężczyznę i nazwała go Nadstrumienny. Poczuła Złotokrotna jego chłodny dotyk, wilgotną sprężystość, jego zapach odżywającej wiosną łąki i lasu iglastego, jego moc przetrwania.
Musnęła palcami złotopromiennymi skórę jego ud, w których Matka – Ziemia schowała siłę drzewa nadstrumiennego i zatuliła się w jego ramionach.
I żyli długo i szczęśliwie.
Zakopane – 22.04.2000
Zapłakały sople
Płacze zima soplowymi łzami
Opite strumienie zbiegają do dolin
Wiatr ciepłym oddechem
Przywraca drzewom kolory
Wysuwają się po łyk słońca
zielone pyszczki pąków
Nie wszystkie drzewa przetrwały
I ptaki nie doczekały
I ludzie nie dotrwali blasku wiosennego
Zabrała ich zima do królestwa swego...
Biały kożuszek zsuwa się z ramion
Z każdym dniem więcej
o jeden nie zapięty guzik
Przystajesz z buzią do słońca w jasnozielonej sukience
Ciepłozłote promienie w jasnozłotych włosach
Przez zamknięte przed nadmiarem światła powieki
Przenika topiąca smutek wiosna.
Nie wszystkie drzewa przetrwały
I ptaki nie doczekały
I ludzie nie dotrwali blasku wiosennego
Zabrała ich zima do królestwa swego...
Otrząsają się z hukiem góry ze śnieżnych futer
Słońce oczernia skały
Przysiadłem pod drzewem.
Ptak zerka na mnie z gałęzi.
Ptak, drzewo i ja
Połączeni wiosną.
Zakopane – 2001-03.04
Liściaste wirowanie
Kolorami przemijanie oszukuj
Zawiruj złotem i brązami
Porzuć tęsknotę
Za wiosenną zielenią
I tańcz, tańcz, tańcz
Na wietrze
Z babim latem
Do utraty tchu!
Czerni i bieli
Nie obawiaj się
Chłody i śniegi
Też radością są
Więc tańcz, tańcz, tańcz
Na wietrze
Z babim latem
Do utraty tchu!
Nie tęsknij
Za tym co minęło
Nie żyj wspomnieniami
Przeszłości
Bez względu na upływający czas
Jesteś wartością
Uśmiechnij się
I... ...
tańcz, tańcz, tańcz
Na wietrze
Z babim latem
Do utraty tchu
Harfa
Do pieśni Vangelisa z płyty „El Greco”
błękitna pieśń przestworzy
Vangelis – wiatr porusza strunami paralotni
harfy niebiańskiej
spełnienie marzeń
Niebo
bez jednorazowego paszportu
przez granicę życia i śmierci
płyniesz przede mną
błękitnobiała Eurydyko
w tęczowej bańce mydlanej
z dłoni mych spływa
na twe ciało wodospad
Miłości
i otula Cię ciepłymi
białymi mgłami
stałem się Spartakusem
by na arenie codzienności
wywalczyć wolność
od cesarzowej Grawitacji
stanąłem nagi
przed tłumem żądnym krwi
na swych muskularnych ramionach
rozpiąłem białą tunikę gladiatora
i uniosłem się jak albatros
nad gorącym piaskiem Coloseum
Niebo w darze dla walecznych
szybujemy nad światem
Vangelis – wiatr
gra na złotych strunach Twoich włosów
Zakopane - 2000-08-20
Smugi
Paulowi Coelho
Na dnie muszli toaletowej,
w wagonie pędzącego pociągu,
nagle zobaczyłem Życie.
Na końcu
długiej rury – tunelu,
przelatywały międzytorowymi smugami
szarobrązowe, kamienne,
dni, miesiące, lata.
Nie chcę powiedzieć,
że je olewałem,
ale rozumiesz – fizjologia.
Spanie, rozmnażanie,
Picie, jedzenie, siusianie.
Siusiałem
na szarobrązowe smugi – dni,
nie dostrzegając uciekających
barw, kształtów, detali.
Wtem pociąg zatrzymał się.
Brązowobure kamienie z drobinami śniegu.
Jakiś zwiędły liść.
Błyszcząca folia po gumie do żucia.
Światło w tunelu.
I rzekł Pan:
-
A co uczyniłeś z cudami,
którymi obsiałem dni twoje?
I teraz została ci jedynie pewność,
że zmarnowałeś właśnie Życie
Mokra namiętność
wrzask deszczu o szyby
dłoń pieszczona blaskiem błyskawic
spłukiwanie krwi codzienności
biodra przetrwania do jutra i dalej
chłód wiatru na piersiach nieprzytulanych
wybory wartości jutrzejszych truskawkowo-słonecznikowych
mokre ciepło
jesteś dachem a ja deszczem burzy sierpniowej
czy ktoś kiedyś tak gwałtownie całował Cię?
Zakopane – 2001-08.05
Woda
szorstkie gorąco piasku pod wargami
osłabłe dłonie ramiona bezsilne
pić
proszę
łyk
drgają przede mną obrazy
palmy i wielbłąd przy studni
tak blisko do życia
fala za falą przelewa się przez kadłub
fioletowe palce ześlizgują się
z białego dna łodzi
lodowate zimno wciaga w otchłań zalewu
a jeszcze przed chwilą śmiały się żagle w łopocie
na brzegu w bezsilności zamarli przerażeni ludzie
tak blisko do życia
pękała ziemia wilgoci spragniona
i Bóg zesłał deszcz w swej szczodrobliwości
by trawa rosła bujnie
by zboże rosło silniejsze
woda wszędzie woda
nie widać łez w lodowatych strugach deszczu
rozszalała rzeka zabrała mi córeczkę
nie utrzymałem jej dłoni
tak blisko do życia
Zakopane – 2001-08.14
Potok
Nie przeszedłem przez Twe
ścinające z nóg wody po to,
by Cię pokonać.
Nie po to wieczorem oziębiłem
w Twych wodach
butelkę białego „Prinz Stefan”
by Ci udowodnić,
że mi służysz.
Twa szalona siła przewracająca
granitowe kamienie,
była dla mnie wyzwaniem
jak anioł dla biblijnego Jakuba.
Zanim zmierzch zapadł,
przeszedłem przez twe wody
dwukrotnie.
Obaj spróbowaliśmy swej siły.
Zostańmy przyjaciółmi.
Zakopane – 2001-06-10
6, 8, 22
Zjadałam pachnące kwiaty,
czterolistną koniczynę
popijałam krystaliczną wodą
ze studni,
miałam śliczne łaciate dzieci
z sąsiadem z łąki pod lasem.
Chciałam jeszcze żyć.
Delektujesz się
smakiem mojego
ugotowanego i uwędzonego
w dymie ciała.
Byłem pyłkiem kwiatowym.
Pokarmem dla brzęczącej istoty.
Dziwisz się, że pyłek mógł
słyszeć dźwięk skrzydeł...
Teraz moje ciało topi się, spala.
W blasku płomienia piszesz wiersz.
Życie po śmierci.
Czyjeś życie dzięki czyjejś śmierci.
Bóg tak chciał.
Zakopane – 2000-12-07
Atawizmy prawdziwego mężczyzny
Długie włosy u kobiety wielkim plusem,
spać nie mogę pod policzkiem ich mi brak.
Odjechały Twoje włosy autobusem,
na pościeli leżę jak na rafie statku wrak
Nie ścinajcie włosów dziewczyny !
Całą radość nam zabierzecie.
Warkocz jest bezcenny z tej przyczyny,
bo piękniejecie, gdy do snu go rozpleciecie.
Jeśliś chuda, krótkowłosa, palisz fajki -
coś mi szepcze, że kobiety to nie wzór.
Nie wyglądasz mi na elfa z pięknej bajki.
Nowoczesny z ciebie, lecz nie romantyczny stwór.
Nie ścinajcie włosów dziewczyny!
Całą radość nam zabierzecie.
Warkocz jest bezcenny z tej przyczyny,
bo piękniejecie gdy do snu go rozpleciecie
Przez tysiące lat, gdy zimna noc nadeszła,
przy mężczyźnie swym kobieta się grzała.
Ta przyjemność w krew nam mocno weszła
i warunkiem do zaśnięcia się stała.
Nie ścinajcie włosów dziewczyny!
Całą radość nam zabierzecie.
Warkocz jest bezcenny z tej przyczyny,
bo piękniejecie gdy do snu go rozpleciecie
Więc gdy włosy na poduszce rozsypiesz,
gdy nie leżę koło skóry i kości,
w sen mnie lekki, spokojny przenosisz.
Miękkie ciepło – ma Kraina Szczęśliwości.
Zakopane – 11-06-2001
Słoneczniki i sosna
Czasami Pani jak słoneczniki
kosmykami złotożółtymi
główkę swą przechyla,
a czasami
jak sosna
w zamyśleniu nad wartkim potokiem
przystaje...
Lubię patrzeć na Pani urody krajobrazy,
ale najbardziej mnie cieszy
Pani codzienne ciepło takie dziewczęco – kobiece.
I dlatego z kwiatkami klękam przed Pani kolanami
i rączki całuję
i oświadczam:
Bardzo Panią miłuję
i za kobiecość dziękuję.
Zakopane – 2001- 03 -08
Taniec z duchem
Tańczymy w półmroku.
Ramiona me wypełnia
Twa roześmiana bezcielesna postać.
Falista szklanka, w której
Trzy świece oddały swe życie
Za jasność dla nas,
Jest teraz szklano – woskowym wazonem.
Chociaż nie ma Cię,
Zerwałem dla Ciebie jaśminy.
Smutno bieleją w wazonie,
Bo zbyt daleko jesteś
Od ich zapachu.
Obok piwonia z naszego wieczornego spaceru,
Różowi się pełnią
Swych kobieco – kwietnych kształtów.
I żółtoskrętna, bezpłomienna świeca pomiędzy nimi,
Przy blasku której
Cię przytulałem.
Wróć do nas.
Zapłoniemy dla Ciebie i zapachniemy...
Zakopane – 2000-06-24
O Słodyczkównie
Na Słodyczkową Joannę z Wyżnej Raby
Juhasy sa chciwe jak boćki na żaby
Ale że Joanna w swej gminie
Z układania poezji słynie
To juhasom zostały nieczytate baby...
Imię
Dla mnie jesteś
Ogniem i wodą
Rozsądkiem i szaleństwem
Odwagą i bojaźnią
Troską i beztroską
Kochaniem i czułością
A najprościej ... MIŁOŚCIĄ
Zakopane – 2001-06-07
Droga do piramid
Zwierzęca skóra,
która kiedyś czuła,
chroni teraz moje stopy.
Ta, którą kiedyś bolało,
chroni teraz moje stopy
przed bólem.
Idę po przeznaczenie.
Moja droga do piramid.
Sens z „Alchemika”,
który broni przed
przedwczesnym unicestwieniem.
Nocna droga z bezgłośnie
krzyczącymi na chodnikach ludźmi.
Chłopak na Krupówkach
przegryzający puszkę po piwie.
Dziewczyna w tęsknocie do dziecinnych
radości siedząca chłopakowi „na barana”.
Ciała skowyczące o miłość i przytulenie.
Skrzywdzona gałązka
zielonego niewiemczego
zerwana w agresywnej bezsilności
i zielonoczarny esemes:
„I love you honey”
pozwalający przetrwać do rana.
Nocne Zakopane.
Zakopane – 2000-06-03
Gwiezdna miłość
Ktoś – Coś przyczyniło się do tego,
że nie jesteśmy dla Słońca
nawet jednodniowym motylem...
A ono jest dla nas Wszystkim.
Czas naszego życia
i masa naszego ciała
są dla słońca tym,
czym dla nas atom
w paznokciu małego palca
u prawej nogi.
Czy możesz sobie wyobrazić
wielkość miłości
zakochanego Słońca?
Zakopane – 2001- 06-05
Wiśnia
nabrzmiała
dojrzałością
z jędrną skórą
słońcem ściemnioną
czekasz na usta
na granicy pęknięcia
wypełniona sokami
marzysz by być młodym winem
odurzać i oszałamiać
marzysz o dłoni chłopca
który łapczywie sięgnie
po twe ciało
przecież nie chcesz
uschnąć w sierpniowym słońcu
przemijającego lata
niezerwana
Zakopane – 2001- 08-19
Syreni śpiew
Poznałem na pomoście długowłosą dziewczynę
Żaglami zafascynowana i w żaglach się kochała
W żaglach zakochana nie ona jedyna
Lecz jedyna co tak o nich śpiewała
Ref. Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca
O smaku ust dziewczyn jakich pełna Hiszpania
I śpiewaj żeglarzom oż do nocy końca
O radościach i smutkach żeglowania
Oczy jej jak gwiazdy świeciły szczęśliwe
Głos drgał rozmarzony i radość z niej biła
Zapalała ogień wspólnego śpiewania
I cała tawerna tańczyła
Ref. Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca...
Potem w świat wyjechała daleki
Gdzie wiatry śródziemne rozwiewały jej włosy
Ile smutku się zmieści w człowieku
Gdy nie słyszy kochanego głosu
Ref. Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca...
A mnie śpiewy syrenie mamiły
Te złudzenia dla samotnych żeglarzy
Och jak bardzo pragnąłem by te chwile wróciły
Gdy widziałem szczęście na jej twarzy
Ref.
Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca...
Zawirował mi świat wspomnieniami
Białym szkwałem zdarzeń i ludzi
Rzeczywistość pomieszał z marzeniami
Jesiennymi pustkami zasmucił
Ref.
Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca...
Stado mew na pomoście przysypia
Nie ma jachtów i ciebie też nie ma
W myślach twoich włosów dotykam
I piękne są moje wspomnienia
Ref.
Zaśpiewaj mi jeszcze o pięknych wschodach słońca
O smaku ust dziewczyn jakich pełna Hiszpania
I śpiewaj żeglarzom oż do nocy końca
O radościach i smutkach żeglowania
Mikołajki - 20.05.1999.
Muśnięcia
Poranne słońce obudziło
swymi promieniami wiatr,
aby powiał leciutko
i poruszał w oknie mojego biura
firanką, by ta delikatnie i pieszczotliwie
muskała moje czoło.
Słońce grzało mnie w policzek,
a ja słuchając z komputera
„For Your Eyes Only”,
uśmiechałem się ciepło
do stojącego na biurku Twojego portretu,
otoczonego zielonozłotymi chryzantemkami.
Ja wiem, że to Ty
poprosiłaś poranne słońce,
aby przeniosło przez
setki dzielących nas kilometrów
ciepło i dotyk Twojej dłoni ...
Zakopane – 2000-06-09
Dłońmi po niebo
Kiedy sięgasz do gwiazd,
nawet gdy nogi Twe
w śmieciach i błocie –
to zawsze przed oczyma
masz migotliwe piękno
i ciepło choć dalekie,
drogę Twą i cel wyznacza.
Kiedy sięgasz do gwiazd,
nawet gdy deszcze i słota,
gdy wszystko co widzisz
to chmury i mgły –
zamykasz oczy, prostujesz grzbiet
i uśmiechasz się.
Kiedy sięgasz do gwiazd,
to wyciągniętych dłoni
nigdy nie wypełni garść błota.
Kiedyś chwycisz warkocz komety
i odlecisz na spotkanie marzeń.
Nie bój się sięgać do gwiazd.